latanie blog

Twój nowy blog

jj

Brak komentarzy

,jfxdhngbjk

61.

8 komentarzy

Żegnam! :)

60.

3 komentarzy

O Boże mój najdroższy jezusicku przenajświętszy matko i siostro :/

Proszę sobie wyobrazić, sznowna blogowa braci, iż Aleksandra:

a) przeszła na dietę 1000 kalorii (któa kategorycznie zabrania alkoholu w każdej postaci!) i odbywa wierczorne treningi (brzuszki, pompunie i takie tam) w trakcie wieczornego bloku seriali na ZigZapie;
b) poszła dziś zagłosować w – ekhem – wyborach prezydenckich (na kandydata, którego wskazał ob. Grzegorz M., jako kumpel ewidentnie znający się na polityce i innych nudnych rzeczach);
c) dzielnie czyta „Zbrodnię i karę”, choć z egzaltacji nad literaturą z wyższej półki już dawno wyrosła (czego bynajmniej nie uważa za powód do dumy, lecz cóż zrobić) i choć cierpi na problemy z koncentracją;
d) przegląda wymagania dla studentów z zagranicy uniwesytetu Kingston (który leży w ślicznej-zielonej-bajkowej Kingston Vale, SW, London, czyli czego chcieć więcej);
e) zamiast oglądać dziś wieczorem „Szeregowca Ryana”, wybiera jednak „Notting Hill”;
f) postanowiła znów uczyć się rosyjskiego, zapisać się na wykłady z historii na UŚ oraz zrobić prawo jazdy.

Znaczy to ni mniej ni więcej, że Aleksandra:
a) zaczęła dbać o siebie i własną, wątpliwych zalet, aparycję;
b) poczuła coś na kształt poczucia obywatelskiego obowiązku;
c) stała się ambitna i przykładna, a przynajmniej się stara;
d) zaczęła myśleć, że zasiłek to nie jest jednak żadna perspektywa i trochę jakby przejmować się własnym życiem;
e) wyrasta z dziecięcych fascynacji krwią, wyprutymi flakami, jękami w agonii oraz spoconymi, uwalanymi błotem facetami w moro – teraz woli komedie romantyczne z Hugh Grantem (nikt tak jak on nie mówi question!), jak na nastolatkę przystało (rychło w czas, kurna);
f) inwestuje w siebie i swoją przyszłość :]

To kosmici. Podmienili mnie albo mi wmontowali w mózg jakąś płytkę, mówię wam.

Poza tym straciłam resztki głosu drąc kapcia na babuszkę, która przez swoje stękanie i ględzenie nie dała mi obejrzeć „Ojca Chrzestnego” (z któym tyle rozkosznych skojarzeń i wspomnień, no!), więc siłą zatargałam ją do pokoju i zamknęłam.
Jestem zła, wiem.

Wczoraj sen zmorzył mnie o godzinie – achtung – 22 (to cukrzyca, ja to po prostu wiem), o 23 obudził mnie telefon i chrypiałam sobie strzępkiem krtani do wpół do drugiej (ach, ta loweee, wiecieee).

Kocham parentezę :>

Och, ach, bossski Hugh za dwie minuty, mykam.

Take it easy, Mr Raskolnikov!

♪ Anna Maria Jopek „Ale jestem”

59.

3 komentarzy

Straciłam głos – lekkie przeziębienie, horda chorych znajomych wokoło, spacerki do parku z gorączką, wycieczka klasowa w góry (czyt. wódka gatunków i jakości różnych, piwo Lech, martini z colą i wino Melnik za 7 zipa, tona szlugów, latanie na boso po balkonach, ganianie po Dolinach Wisełki zawszonych jakichś oraz generalny brak swetra) zaowocowały zapaleniem gardła i zapaleniem krtani. Siedzę w domu, łykam antybiotyki i nadrabiam (trochę) filmowe zaległości z ostatnich … eee … 6 miesięcy chyba.

A w ogóle, to zapalenie krtani po angielsku ma osobną nazwę – laryngitis – a zapalenie gardła już nie.

Co tam, że w szkole zapie*dol i będę mieć opasłe tomiska do przepisywania, że w kinach raz po raz lepsze filmy, że osiemnastka przybranej siory dziś wieczorem. Co taaam.

Poza tym w zeszłą niedzielę późnym popołudniem poczułam, po raz pierwszy od NAPRAWDĘ niepamiętnych czasów, że niczego już mi w życiu nie brakuje.
Sypnęło się ostatnio to troszkę, ale wciąż czekam i nie panikuję. Przecież Tatuś powiedział mi, że on kocha. I on też tak powiedział. Od niedzieli nie dzwoni i nie pisze, ale to jeszcze nie powód do rwania włosów z głowy, ufam mu przecież, bo to, co między nami, to nie tak tylko… Po co by pytał, czy na pewno wesele chcę mieć katolickie?…
Nieważne zresztą, nikt i tak nie rozumie tego wszystkiego, bo uczuć się nie da wyjaśnić, i pewnych słów i przemilczeń, i kotłowań w myślach też nie. Tylko ja i on (i Tatuś, mam nadzieję) wiemy, jak jest naprawdę.

No, spadam, zarzucam następne filmidło, zostało mi jeszcze tylko 50. Take it easy, co nie.

58.

5 komentarzy

„Analizując wybrane teksty literackie z XIX i XX wieku, przedstaw kreacje kobiet nieszczęśliwych.”

No to jedziemy …

***

A to taki blogowy łańcuszek, całkiem fajoski i przyjemny:

1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.

„Bo teraz rzeczywiście miał pod głową prawdziwe poduszki – puchowe, w czystych poszewkach; zauważył ten szczegół i zakonotował go sobie.”

Notka dla notki, wiem. Ale generalnie jest mi teraz jakoś dziwnie, chyba właśnie rozgrywa się ważny moment w moim ubogim, osiemnastoletnim życiu. I nawet mi się rozgadywać nie chce.

♪ Babyshambles Fuck forever
♪ The Mitchell Brothers Blinded by the lights

57.

6 komentarzy

A tak w ogóle, to chyba zaraz wezmę i umrę, tak banalnie, bo z tęsknoty.

Bo jest mi zimno, pusto, samotnie, bo piątkowe wieczory spędzam z przyjaciółkami i ich chłopakami, i patrzę, jak się trzymają za ręce, głaszczą po tychże pod barowymi stolikami, jak sobie całuski dają, kiedy nikt nie patrzy. Bo to jeszcze długie trzy miesiące, czyli trzy razy dłużej niż miesiąc ostatni, który ciągnie się w nieskończoność. I mija dokładnie dziś, bo to był 22 sierpień, kiedy siedziałam na lotnisku przez 7 godzin (przyjechałam trochę za wcześnie), a on moknął w deszczu na Victorii, czekając na mnie. A ja nie przyszłam, bo nie mogłam.

I w ogóle, to będę monotematyczna, ale szkoła mnie wykańcza, jest absurdalna i pozbawiona sensu. Ja naprawdę LUBIĘ się uczyć, ale na 10 godzinie, kiedy się zaczyna o 7.30, mój mózg (i nie tylko mój, zresztą) odmawia współpracy i nie chce już przyjmować nowych wiadomości, no. Podobno w innych szkołach maturzyści są odstresowywani, mają po 30 godzin tygodniowo, przedmioty tylko te, które zdają. Ale przecież w Zamoju nie może być po ludzku, co nie.
Zaczęło się życie od piątku do piątku, byle by wyjść GDZIEKOLWIEK, byle się pożulić, zeszmacić, zamelanżować – zapomnieć. Zrobić zamulającą czilałtową imprezę z Bobem Marleyem w tle, z gorącą tequilą w żołądku, z nicniemówieniem i nicnierobieniem ogólnym, co dobija jeszcze bardziej, bo nagle uświadamiamy sobie, że.
A ja bym tak chciała za miasto z kimś pójść, poleżeć w trawie, pogapić się na horyzonty różne i zachód słońca. Ale to już nie te czasy, nikt ze mną nie pójdzie.

I chyba mam cukrzycę, wiecie?

Na zewnątrz jest głupawka permanentna, humor świetny, perfekt mud i w ogóle, egzaltacja z powodów błahych, radocha generalna i właściwie to nie wiem, dlaczego nikomu nie potrafię się wyżalić, jak to jest ze mną naprawdę, i nawet przed nim udaję, że yes, Vinny, I’m absolutely fine.

56.

7 komentarzy

A ja, głupia naiwna, myślałam, że największe szkolne traumy mam już za sobą -_-’ Ale nie – w wieku lat osiemnastu, w klasie tzw. maturalnej, gdy mamy w głowie trochę więcej niż, powiedzmy, jakieś sześć lat temu, i gdy szkoła powinna dbać o nasze literackie gusta, my czytamy „Potop”.
Z całym szacuneczkiem dla tradycji i czegoś tam jeszcze, ale te sienkiewiczowskie gnioty są wszystkie beznadziejne, odmóżdżające i niepotrzebne. Może w podstawówce takie „W pustyni i w puszczy” było ekstatycznym przeżyciem, ale ludzie: nasza rodzima literatura, skoro i tak trzeba nas do czegoś zmuszać, wydała też Gombrowicza i innych, ‚nieco’ bardziej odpowiednich dla naszych poziomów rozwoju umysłowego, no!

Nie twierdzę, że każdy w tym wieku ma już za sobą etap małpy, ale generalizując, „Potop” to gówno, jakich mało.

Abstrahując:
Nowy Coldplay jakoś nie za bardzo mi smakuje i nie wiem, dlaczego tak jest. Może za jakiś czas mnie oświeci i się zakocham ponownie. Czasem tak jest, co nie.
A dziś zamierzam zakupić sobie nowe dziecko Sigur Rós, i jestem nieco podekscytowana tym faktem, może uda mi się znaleźć limited edition albo poster dostanę :>
Mojego „Agaetis Byrjun” na przykład już nie mam, miesiąc temu oddałam komuś bardzo wyjątkowemu, ale wiecie co?… Nie żałuję :)

Poza tym, chciałabym poinformować, iż jest zajebiście, mam fantastycznych ludzi wokoło, fajnego psa, wyrozumiałą rodzinę, a nie mam za to – i nigdy nię będę już mieć! – fizyki, chemii, biologii i innych szmaciarskich przedmiotów. Z tego panteonu lekcji znienawidzonych postała tylko matma i ponad wszystko WF, ale w odmętach dziesięciu godzin polskiego, sześciu historii i ośmiu angielskiego, nawet te koszmarki gdzieś się gubią.

Wszystkie te pozytywności oraz mój stosunkowo dobry nastrój nie zmieniają jednak faktu, że wolałabym być zupełnie gdzieś indziej, z zupełnie kimś innym, i odliczam dni do 21 grudnia, kiedy to rozpocznę intensywną dwutygodniową naukę cockney, bo ktoś obiecał, że mnie nauczy, a co bardziej rozgarnięty czytelnik, domyśli się, o co cho ;)

♪ Gwen Stefani „Love. Angel. Music. Baby” (obożebożeboże)

55.

8 komentarzy

Nie będę pisać o tych wakacjach, bo były doskonałe, cudowne, magiczne i dokładnie takie, jakie chciałam, by były, i teraz myślenie o nich sprawia … heh … sentymentalny ból, że się tak romantycznie wyraże. Czuję się nieswojo, przytłacza mnie moje miasto, ludzie na ulicy, szkoła, rodzice. Wiem tylko, że chcę wrócić tam, do autobusu numer 14, do czerwono-zielonej restauracji tuż przy Piccadilly Circus, do salonu w pomarańczowo-żółtą kratkę, na most nad burą rzeką, gdzie tak niemiłosiernie wieje w nocy, do hinduskich supermarketów, gdzie wita mnie dzieńdobryjaksiemaszkochamcie, do gayclubów na Soho i melanży na schodach Trafalgar, i spacerów z nim po Hyde Parku i po Victorii, i do czwartkowych wizyt w centrach handlowych na Putney, Wandsworth, Hounslow i Kingston, i na zajezdnię Green Man, do McDonalds’a przy Shaftesbury Avenue, pod St. Anna’s Church, w tłum na ulicy i dym w pubach, w wąskie, neonowe uliczki, na ciche przedmieścia.

Do niego, i do nich.

Do życia absolutnie na własną rękę, za własne pieniądze i na własną odpowiedzialność.

A teraz… pozostaje mi słuchać w kółko tej szczególnej, kojarzącej się z – muzyki, oglądać zdjęcia, których jest zdecydowanie zbyt mało, sprawdzać pocztę co 5 minut, nasłuchiwać dzwonku telefonu, wtulać twarz w puchate, czarno-białe futerko pluszowej pandy i czekać, czekać, czekać. 4 miesiące, może 6, a może 8.

A potem już nigdy tu nie wrócę, przysięgam.

54.

12 komentarzy

Ja tylko na chwilę, żeby powiadomić, że blogasek zostaje zawieszony. Coś tu jest ciężkiego w powietrzu, już mi się nie podoba, zabrakło mi ikry do pisania w taki sposób.

Nie, nie usuwam, bo a nóż-widelec kiedyś mi się zachce wrócić.

Internetowo/blogowo jestem już gdzieś indziej i ci, którzy powinni, wiedzą gdzie, a kto ewentualnie chciałby jeszcze się dowiedzieć, próbować na gg albo mailem.

No, to tyle w zasadzie. Do usłyszenia, być może :)

53.

8 komentarzy

W-i-o-s-n-a.

Miało nie być o pogodzie, ale pewnych spraw nie można przemilczeć, no! Po pierwsze, wiosna pobyła sobie przez parę dni, rozochacając mnie perspektywą chodzenia w samym swetrze. Po drugie, zaraz sobie poszła. Po trzecie, pada i jest mokro, więc z ziemi wychodzą wszystkie wilgolubne szmaciarze wszelekiego typu i rozmiaru: gąsienice, ślimaki bez skorupek i inne, niesklasyfikowane ze względu na mój niemalże absolutny brak biologicznej wiedzy. Co gorsza, mój głupawy pies po prostu UWIELBIA takie oślizgłe świństwa, więc wciąż się w tym babrze, bierze do pyska i memła, machając wesoło pseudoogonem (nie, nie pytajcie).
Są też inne atrakcje, typu: woda w butach, rozmyty makijaż, płaszcz z lekka trącący grzybem, mechacące się i skręcające włosy, zamazane okluary i wycieczka do Krakowa w czwartek (ostatnio, jak nam zrobili wycieczkę, to wypuścili dzieci na miasto, dając 6 godzin czasu wolnego – JAK zagospodarować 6 godzin, gdy taka pogoda?!).

Krew człowieka zalewa.

Poza tym mam też inne problemy, na przykład powracającą wizję kumpla w czerwonych kabaretkach albo wesele w rodzinie za kilka dni.

Niech już będzie 4 czerwca!!

4 czerwca wyjeżdżam do Gross-Biberau, czyli wiochy leżącej u stóp Schwarzwaldu (podobno, bo nie ma tego na mapie), bezpośrednio potem do Londynu i obym nie musiała szybko wracać.

A tak w ogóle, to poszoł won.

♪ Mala Rodriguez Cocinera
♪ Teenage Fanclub & Donna Mathews Personality Crisis
(czy ścieżki dźwiękowe do filmów, które oglądam, to jedyna muzyka, jaką znam?!)


  • RSS

Polecamy

Nie masz jeszcze bloga? Załóż bloga

Polecamy